• Przeczytaj koniecznie!
  • Gniewkowo
  • Janikowo
  • Kruszwica
  • Pakość
  • Kujawy
  • Region
  • 

    Kiedy domy znikały w dziurach

    dział: Historia / dodano: 12 - 05 - 2022

    Inowrocławski skwer między starówką a Rąbinem zwany Zapadłe nie nosi tej nazwy przypadkowo. Sto lat temu w mieście dochodziło regularnie do tąpnięć, które były skutkiem działalności kopalni soli. Mieszkać w Inowrocławiu sto lat temu nie było łatwo. Można było obudzić się w zapadlisku.

    Jedna z największych dziur powstała ponad sto lat temu, 7 listopada 1911 roku przy ulicy Orłowskiej, wtedy nazywającej się Orlowerstrasse. Wtedy to pod ziemią znalazło się kilka domów.

    Nie ma informacji, czy ktoś w wyniku tego kataklizmu stracił życie. Pewne jest jednak, że to był cios dla ludzi, którzy stracili cały dorobek życia. - Tworzenie się zapadlisk wpłynęło hamująco na dalszy rozwój miasta. Spowodowało, oprócz strat gospodarczych, również panikę wśród mieszkańców i opuszczanie Inowrocławia na stałe, wyprowadzania się ludności do innych miast, które nie miały tego typu zagrożenia – ocenia Jadwiga Brzezichowa w „Dziejach Inowrocławia”.

    Do zapadania się ziemi dochodziło co kilka lat i były niesłychanie groźne. Raz tąpnięcie miało miejsce dokładnie pod torami kolejowymi. Podobno przejechał wcześniej tam nawet pociąg, w którym nie zauważono, że tory „stoją w wodzie”, która szybko wypełniła nieckę.

    Najbardziej znana „dziura” powstała jednak w kościele Matki Bokiej, kiedy to w czasie mszy świętej powoli pod ziemię zaczęła zjeżdżać jedna ze ścian świątyni.

    Ksiądz Antoni Laubitz mówił, że tego dnia wcześniej było słychać podziemne detonacje. Później dwie osoby, czekające na rozpoczęcie nabożeństwa zauważyły, że w niewielkim oddaleniu od kościoła zaczęły wytryskiwać z murawy cienkie, ale wysokie fontanny wody. - Przyglądając się, poczuli z przerażeniem, że ziemia po ich stopami podnosi się. Wśród huku podniósł się słup wody na wysokość około 10 metrów, a po jego zapadnięciu zauważono w ziemi duży otwór, który powiększając się zbliżał się do murów kościoła, pochłaniając najpierw granitowe stopnie, a potem kamienie fundamentów i dolne części ściany kościoła – wspominał kapłan.

    Po kilku godzinach, portal reszta ściany wśród straszliwego huku zapadła się pod ziemię, a został otwór wypełniony wodą. Trudno się dziwić, że po takich traumatycznych wydarzeniach są inowrocławianie, którzy wciąż boją się, że do takich zdarzeń znów będzie dochodziło.

    Całkiem możliwe, że to nie koniec. W 2006 roku znów pojawiły się rysy na ścianie kościoła Matki Boskiej. - To nie jest tak, że te pęknięcia pojawiły się nagle. To długotrwały i powolny proces – mówił kilka lat temu proboszcz parafii pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Marii Pannie ksiądz Leszek Kaczmarek.

    Kilkanaście lat temu ponownie zapadła się też ziemia na Zapadłem. To była jednak ledwie mała dziurka, w porównaniu z jeziorem, które powstało sto lat wcześniej. Podziemne szyby kopalniane już dawno są zalane, ale kto wie, co dzieje się pod ziemią? Bo specjaliści twierdzą, że nie tylko kwestie górnicze miały wpływ na powstawanie zapadlisk.

    To jak i inne zapadliska powstawały najprawdopodobniej w związku z zawaleniem się próżni w gipsie wytworzonej wskutek wzmożonego ruchu wód w czapie gipsowej. To dlatego Najwyższa Izba Kontroli zwróciła uwagę, że trzeba być bardzo ostrożnym przy wydawaniu pozwoleń na budowę obiektów oraz pobór wód. Izba skrytykowała decyzje urzędników wyrażających zgody na budowę nowych obiektów w strefie zagrożenia, a więc de facto w połowie Inowrocławia. - Miasto nie przedstawiło wyników jakichkolwiek badań stanu górotworu, które wskazywałyby na zmianę, a tym bardziej na polepszenie warunków lokalizowania inwestycji – czytamy w raporcie sprzed kilkunastu lat.

    Co ciekawe, jako zagrożenie odbierane jest też pobieranie wody z ujęcia przy ul. Miechowickiej, a więc tam, gdzie jest rozlewnia wody „Inowrocławianka”. - Ujęcie takie może zagrozić względnej stabilizacji stosunków wodnych – oceniali kontrolujący.

    W sprawie niebezpieczeństwa czyhającego pod ziemią biją na alarm od dawna związkowcy z kopalni soli. Pewnie jest to dla nich jakiś argument w walce z władzami spółki, ale faktem jest, że NIK po części obawy podziela. - Prawdopodobnie potrzebne są tutaj kompleksowe badania geologiczne, uwzględniające stosunki wodne i neotektonikę solną, być może z wykorzystaniem danych satelitarnych. Niestety, pojawia się pytanie: kto ma za to zapłacić? - zastanawia się Mirosław Rutkowski z „Przeglądu Geologicznego”.

    Faktem jest jednak, że od stu lat nie doszło w Inowrocławiu do żadnych poważniejszych zapadnięć.

    Największe zapadliska

    9 kwietnia 1909 – zawalenie się jednej ściany kościoła Matki Boskiej - powierzchnia 360 m kw.
    7 listopada 1911 przy ul. Orłowskiej – powierzchnia 1400 m kw.
    9 lutego 1917 – przy starych kopalniach „Klaus” i „Sedan” na Zapadłem - powierzchnia 2000 m kw.
    23 stycznia 1922 – zapadlisko pod torami kolejowymi - powierzchnia 500 m kw.

    Zdjęcie główne: Tak wyglądały okolice ulicy Orłowskiej po tąpnięciu, które miało miejsce ponad sto lat temu. 2. Najgłośniejsze zdarzenie miało miejsce przy kościele Matki Boskiej. W czasie mszy pod ziemię zjechała cała ściana świątyni. 3. Szczególnie niebezpieczne było zapadlisko powstałe pod torami kolejowymi w 1922 roku. 4. Tak wyglądało Zapadłe po tąpnięciu. W wielkiej dziurze zebrała się woda. Starsi mieszkańcy pewnie jeszcze pamiętają, jak chodzili się tam kąpać. 5. Tak wyglądały okolice ulicy Orłowskiej po tąpnięciu. Zdjęcie oddaje grozę, którą przeżywali mieszkańcy domów.