• Przeczytaj koniecznie!
  • Gniewkowo
  • Janikowo
  • Kruszwica
  • Pakość
  • Kujawy
  • Region
  • 

    Kujawscy muzycy wracają do domu

    dział: Kultura / dodano: 12 - 05 - 2022

    Nasz region nie można nazwać jakimś muzycznym zagłębiem. Ale wywodzi się stąd wielu utalentowanych muzyków. Niektórzy wciąż nagrywają, a czasem przeżywają wręcz rozkwit kariery. Inni je zakończyli, o ile karierami można to w ogóle nazwać.

    Inowrocławianin Marek Szajda od ponad dekady występuje w popularnym zespole Big Cyc. Wcześniej grał na gitarze w Ya. - Tak na poważnie zawiązaliśmy znajomość, gdy grałem z zespołem Roan. Bardzo często spotykaliśmy się na trasie grając wspólne koncerty i tam nawiązała się fenomenalna więź towarzyska. Zaprosili mnie na nagrania płyty „Moherowe Berety” i zaproponowali nagranie solówki w utworze „Mówi Bagdad”. Sytuacja była zabawna, bo po przyjeździe do studia „Hendrix” w Lublinie zostałem zaproszony najpierw na obiad, potem do baru, a gdy już posłuchałem utworu, w którym miałem grać, to do studia wpadł klawiszowiec Gadak i ogłosił, że jego żona przygotowała kolację, wiec mamy się spieszyć, bo wszystko ciepłe i będzie awantura. Same nagranie trwało z pół godziny - wspomina Marek Szajda.

    Gdy pytamy o sprawy lokalne, nasz rozmówca trochę żałuje, że nie ma już Inowrocławskich Spotkań Artystycznych, bo to była impreza znana w kraju. - Oczywiście, docierają do mnie informacje o pewnych imprezach, tak jak kiedyś o koncercie chyba Eski transmitowanym w telewizji czy np. o koncercie pani Santor. Jest mi miło, że nie muszę kolegom z branży tłumaczyć, gdzie leży Inowrocław - miasto, w którym się urodziłem i w którym cały czas mieszkam. Są również w kraju żarty branżowe dotyczące corocznych występów Grzegorza Turnaua, bo to wyjątkowa sytuacja, że artysta gra co roku w tym samym mieście i to od tylu lat, ale skoro formuła się nie wyczerpała, to dlaczego nie? - uśmiecha się Marek Szajda.

    Big Cyc to zespół uznany, ale jest inowrocławianin grający regularnie koncerty, którego muzykę gra wąska grupa ludzi. Jacek Mazurkiewicz i jego projekt 3FoNIA. Ma on kilka głównych zespołów, które są priorytetowe. Zajmuje się też produkcją teatralną oraz udźwiękawianiem filmów. - Nasze miasto nie jest jakimś centrum artystycznym, a ja chcąc się rozwijać, musiałem szukać takiego miejsca. Wybór padł na Trójmiasto, gdzie zacząłem funkcjonować w rozmaitych projektach. Następnie przeniosłem się do Warszawy i tam mieszkam od kilku lat - mówi kontrabasista, który występuje z dość znanym zespołem Limboski.

    Z projektem 3FoNIA wystąpił on pod koniec ubiegłego roku jako support dla legendarnej grupy Swans. Kujawy odwiedza rzadko, choć myśli o kooperacji z muzykami, którzy mieszkają tu na co dzień. - Mam kilka pomysłów na projekty z naszymi muzykami. Bardzo cieszę się, że wciąż się coś u nas dzieje, bo wielu ludzi, którzy zaczynali w tym samym czasie co ja, już dawno z grania zrezygnowało – przyznaje Jacek Mazurkiewicz.

    Są jednak tacy, którym grać się wciąż chce. Kilka lat temu reaktywował się pierwszy na Kujawach zespół reggae. Splin, bo o nim mowa, nie osiągnął sławy, ale jego członkowie na tyle lubią jamajską muzykę, że dokoptowali kilkoro młodych ludzi i znów grają. Dla przyjemności.

    Splin powstał w 1986 r. Po 10 latach działalności zawiesił ją, aby reaktywować się po 17-letniej przerwie. Nie wszyscy ze starego składu tam grają, ale trzon zespołu i idea grania radosnej muzyki pozostała.

    Niestety, nie ma szans na choćby jednokrotną reaktywację kruszwickiej grupy Come & Go, choć wielu by chciało. Ten zespół był swoistym ewenementem, bo na długo przed formacjami uważanymi za pionierskie wprowadził do punkowego instrumentarium akordeon czy flet.

    - To była niezależna kapela wyprzedzająca pod pewnymi względami swoją epokę, ale jednak skierowana głównie do ludzi z subkultury. Wiele lat po nas bardzo podobnie zaczął grać choćby Enej, czy Strachy na Lachy i te zespoły już zaistniały komercyjnie. Ale nasze czasy od tych teraźniejszych dzieli epoka – wspomina gitarzysta grupy, Marcin Kowalski.

    Największą karierę robi jednak gitarzysta nieistniejącej już inowrocławskiej grupy Quidam, obecnie "na wiośle" w eksportowym zespole Riverside - Maciej Meller. Kiedy wydawało się, że najlepsze czasy ma za sobą, zaproszono go do współpracy z zespołem Riverside po śmierci ich poprzedniego gitarzysty, Piotra Grudzińskiego. Dzięki temu Maciej Meller zwiedził już kawał świata (w 2022 r. zagrał już trasę w USA, Kanadzie, Meksyku, Chile i Brazylii), a równolegle rozkwita jego solowy projekt "Zenith".

    Na zdjęciach

    Zdjęcie główne: Come & Go z Kruszwicy. 2. Marek Szajda z Big Cycem występuje blisko dekadę i zapewnia, że rock'n'rollowy styl życia jest kompletnie przereklamowany. 3. Jacek Mazurkiewicz z rock'n'rollowym stylem życia ma niewiele wspólnego. Trzeba przecież mieć krzepę do dźwigania kontrabasu. 4. Kilka lat temu reaktywował się Splin. Formacja reggae zaczęła działać już w latach 80., kiedy ten gatunek w Polsce dopiero raczkował. 5. Nie ma szans na reaktywację kruszwickiego Come & Go, choć w kręgach muzycznego podziemia zespół ten jest wciąż świetnie wspominany.