• Przeczytaj koniecznie!
  • Gniewkowo
  • Janikowo
  • Kruszwica
  • Pakość
  • Kujawy
  • Region
  • 

    O tym jak kamieniarz z Inowrocławia pracował za czterech

    dział: Inowrocław / dodano: 13 - 07 - 2023

    Już kilka lat po wojnie, kiedy komunistyczny reżim w Polsce zadomowił się na dobre, w gazetach starano się kreować „właściwe” wzorce. Jako że kraj był zrujnowany po wojnie, bohaterami stawali się ludzie, którzy pracowali ponad swoje siły. Kwitł kult dzielnego robotnika. Starano się pokazywać ludzi pracy nie tylko z wielkich miast, ale z małych ośrodków. Tak narodziła się opowieść Romanie Moszczyńskim z Inowrocławia.

    Było lato 1949 roku. Od pewnego czasu pomiędzy drogowcami z Chełmna krążyła opowieść, że w Inowrocławiu jest kamieniarz, który wyrabia do 3 metrów kubicznych (dziś nazwalibyśmy to sześciennymi) kamienia dziennie. Norma wynosiła 0,75 kamienia w ciągu 8 godzin, a że wówczas kamieniarze pracowali w trybie 10-godzinnym, najlepsi dziennie wyrabiali do 1,5 metra.

    W Chełmnie nie brakowało niedowiarków co do wyczynów inowrocławianina, więc postanowiono zaprosić do miasta Romana Moszczyńskiego, który miał rywalizować z dziesięcioma najlepszymi kamieniarzami chełmińskimi. Całość miała obserwować specjalnie powołana komisja, na czele której stał sekretarz PZPR przy Powiatowym Zarządzie Drogowym towarzysz Izowski oraz inne partyjne szychy.

    - Po wylosowaniu kamieni, punktualnie o 7. zawodnicy przystąpili do pracy, oczywiście wokół rekordzisty inowrocławskiego zgromadził się tłum ciekawych, chcąc naocznie zobaczyć jakich to „chwytów" używa Moszczyński – opisywała Gazeta Pomorska.

    Pracowano 8 godzin z półgodzinną przerwą na obiad. Już na początku pracy uwidoczniła się przewaga techniczna Moszczyńskiego, który nie marnował żadnego uderzenia i przy szybkim tempie pracy nie wykazywał specjalnego zmęczenia.

    Na koniec przystąpiono do komisyjnego pomiaru wykonanej prący. Okazało się, że Moszczyński w ciągu 8 godzin wyrobił 3,18 metrów sześciennych tłucznia o wymiarach 6-8 cm, czyli 420 procent normy!

    Jeśli chodzi o miejscowych, to Antoni Miastowski miał 2,32 metra (300 procent normy), Franciszek Jaworski – 2,51 metra (330 procent), a Bronisław Theis – 2,32 metra (300 procent). Jednak, jak widać z samych liczb, najlepsi miejscowi nie mieli nawet startu do 36-letniego, wysokiego i szczupłego inowrocławianina, który już od 14 roku życia pracował w swoim zawodzie.

    Do współzawodnictwa „kamieniarskiego” przystąpił w styczniu. Z dumą pokazywał legitymację związku zawodowego, z której wynikało, że składki członkowskie płaci z miesiąca na miesiąc wyższe, co świadczyło o wzroście jego zarobków. - Zarobki jego wynoszą obecnie około 35 tysięcy złotych miesięcznie – czytamy. (Dla przykładu, podajmy, że egzemplarz Gazety Pomorskiej, w której ukazał się artykuł, kosztował 5 zł).

    Jak wyjaśniał reporterowi Moszczyński, „do kamienia trzeba podchodzić jak do istoty żywej, wyczuć jego słabą stronę i wiedzieć, gdzie uderzyć, aby nie używać sił na próżno”. - Posługując się lekkim młotkiem o wadze 600 gram, na długiej rączce, unikam zbędnego wysiłku fizycznego – wyjaśniał z uśmiechem Roman Moszczyński deklarując, że w 1950 roku osiągnie 4 metry dziennie.

    Czy udało mu się spełnić te plany, nie wiadomo. Choć prasa całkowicie o nim nie zapomniała. Kolejny artykuł o tłukaczu kamieni zatrudnionym w inowrocławskim Wydziale Drogowym, ukazał się w 1950 roku. Napisano wtedy, że po świetnych wynikach pracy władze partyjne z Bydgoszczy przekazywały listy pełne niedowierzania. - Nie róbcie lipy! Obliczajcie pracę, jak należy, bo to przecież niemożliwe! - cytowano.

    W związku ze swoimi osiągnięciami, Moszczyński otrzymał specjalną nagrodę, a później brał udział w ogólnopolskiej warszawskiej naradzie nowatorów i racjonalizatorów. - Teraz wreszcie wyjeżdża po nową nadzwyczajną nagrodę do Warszawy. Przekona się tam zarazem, czy jest pierwszym w kraju, czy nie, bo dotąd jeszcze nie ogłoszono oficjalnych wyników ogólnopolskich – pisała Gazeta Pomorska.

    Czy wygrał? Jak później żył? Tego już nie udało się ustalić. Media znalazły pewnie sobie nowych bohaterów, zapominając o starych. A może czyta to ktoś z jego rodziny i napisze?

    P. S. W grafice ilustrującej artykuł zamieściliśmy zdjęcie Romana Moszczyńskiego oraz kilka tytułów artykułów z tego numeru, aby uzmysłowić, jak wyglądał wówczas przekaz medialny.