• Przeczytaj koniecznie!
  • Gniewkowo
  • Janikowo
  • Kruszwica
  • Pakość
  • Kujawy
  • Region
  • 

    Oszczędni i racjonalni. Rzecz o inowrocławskich kolejarzach

    dział: Przedsiębiorczość / dodano: 19 - 10 - 2022

    Wczesnym popołudniem 11 grudnia 1950 roku na jednym z peronów dworca kolejowego w Inowrocławiu pojawili się partyjni sekretarze, odświętnie ubrani związkowcy, odpicowani chłopacy z partyjnej młodzieżówki, szkolne delegacje i wielu innych. Czekali na lokomotywę Ty-2-145, która bez jednej naprawy okresowej przejechała 100 tysięcy kilometrów.


    Co prawda, od opisywanych zdarzeń minęło ponad 70 lat, to jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że chętnie skorzystalibyśmy z doświadczeń dzielnych kolejarzy, którzy wtedy okupowali przez kilka dni czołówki krajowych gazet.
    - Niebawem ukazuje się zwycięski parowóz, na którego przedzie widnieje wielki gołąb pokoju i napis „pokój”. Kolejarze inowrocławscy realizują bowiem Plan 6-letni z myślą o pokoju i dobrobycie mas pracujących – pisała „Ziemia Kujawska”.
    Kiedy sapiący ciężko parowóz zatrzymał się przy peronie, rozpoczęła się partyjna pompa, a gratulacje składane były na tle rozbrzmiewającej „Międzynarodówki”, którą wykonywała orkiestra Związku Zawodowego Kolejarzy.

    Za bohaterskim przykładem radzieckich kolejarzy

    Najpierw, jak to bywało często na partyjnych bibach, do 3-osobowej załogi przemawiał człowiek „z ludu”, czyli przewodniczący Koła Związku Zawodowego Kolejarzy obywatel Dzikowski „gratulując jej tak wielkiego wyczynu, jakim było przejechanie 100.000 km bez napraw i to na parowozie przestarzałego typu”.
    - Jest to bodaj pierwszy w Polsce tego rodzaju wyczyn na parowozie towarowym. Przewodniczący Prezydium MRN ob. Czypryński powitał zwycięzców w imieniu społeczeństwa inowrocławskiego, dziękując im za tak wspaniały czyn – pisała prasa.
    Było też, jak zwykle, wdzięczenie się do „bratniego kraju”, bowiem I Sekretarz PZPR Jerzy Sobiś zaznaczył, że kolejarze poszli „za bohaterskim przykładem kolejarzy Związku Radzieckiego” oraz że „dają tym samym przykład innym brygadom, które powinny podejmować podobne zobowiązania”.

    Nie zawiódł nadziei

    Kim zatem byli owi kolejarze, którzy potrafili tak manewrować ciężką lokomotywą, że ta się nie psuła? Maszynistami niepsującej się lokomotywy byli Feliks Trajder, Szczepan Wydrzyński i Bronisław Tokarski, a ich pomocnikami Marian Kosmala, Kazimierz Stępiński i Alojzy Tomczak. Wszyscy zostali nagrodzeni premiami.
    - Zobowiązanie nasze podjęliśmy już w styczniu 1949 roku – wspominał Feliks Trajder. - Zrealizowaliśmy je dopiero teraz, gdyż parowóz nasz dziennie robi przeciętnie około 150 km. Praca nad zrealizowaniem zobowiązania była bardzo trudna. Z trudnościami tymi borykała się cała załoga, tak maszyniści, jak i pomocnicy. By parowóz nie zawiódł pokładanych w nim nadziei, musieliśmy go dobrze konserwować. Tylko dzięki konserwacji przejechaliśmy bez naprawy 100.000, właściwie 100.346 km – mówił Feliks Trajder.

    Teraz do Karsznic!

    - Parowóz nasz nie potrzebuje jeszcze naprawy i już dziś jedzie do Karsznic. Naszą ambicją jest, żeby przejechać na nim jak największą ilość kilometrów bez naprawy – mówił Szczepan Wydrzyński.
    Skrupulatny aparat partyjny, dla którego w procesie odbudowywania zniszczonego po wojnie kraju liczyły się liczby i wyniki, obliczył nawet, ile zaoszczędzili inowrocławscy kolejarze. Ich czyn wyceniono na 96.522 zł. Czyli prawie złotówka za kilometr. Dla przykładu, bilet miesięczny z Inowrocławia do Mątew kosztował wówczas 600 zł.

    Racjonalizatorzy wciąż czekają

    Po tym wyczynie prasa na moment skupiła się na innych kolejarzach. Opisywano m.in., że w czasie grudniowej, szybkościowej naprawy dwóch wagonów zaoszczędzono 3 dni postoju w naprawie, bo naprawa trwała ledwie 9,5 godziny.
    Przeprowadzała ją brygada ZMP-owska pod kierownictwem ob. Szurmana, a w pracy wyróżnili się Ciesielski, Ćwikła i Woś.
    Okazało się również, że w warsztatach PKP Inowrocław było wielu przodowników pracy, ale wyróżniało się dwóch: tokarz Leon Rudecki wyrabiający 182 % normy i Franciszek Dombek o zaledwie 2 % gorszy.
    Opisano również perypetie jednego z kolejowych racjonalizatorów. Stanisław Tadeja opracował 8 pomysłów, ale gdańska dyrekcja kolejowe zatwierdziła zaledwie 2.
    - Dyrekcja Gdańska opieszale załatwia sprawy zatwierdzania pomysłów racjonalizatorskich nie wiadomo z jakich powodów – krytykowała „Ziemia Kujawska”.
    A pomysły Tadeja miał ciekawie brzmiące: przyrząd do frezowania ślizgów, do toczenia strzeliw i do toczenia soczewek płomienicy.
    Był również inny przykład. Dyżurny ruchu Franciszek Wiecanowski czekał na ocenę pomysłu racjonalizatorskiego od 7 miesięcy.

    Tony węgla

    Z kolei maszyniści inowrocławskiej parowozowni Cezary Koterski, Ludwik Kawczyński i Edmund Marcyniak oraz pomocnicy Władysław Sawicki, Kornel Kozłowski i Władysław Dąbżalski na parowozie Ty4-1 tylko w listopadzie zaoszczędzili 103 tony węgla, a w październiku – 70 ton.
    - Przede wszystkim dzięki konserwacji parowozu. Ale składa się na to również wiele innych czynników, jak racjonalne mieszanie asortymentów węglowych, racjonalne spalanie węgle, wykorzystywanie terenu – odpowiadał Cezary Koterski na pytanie o sposób osiągnięcia tak wysokiej oszczędności.
    - Walka o oszczędność węgla powinna objąć nie tylko robotników w przemyśle i maszynistów w kolejnictwie, lecz również całe społeczeństwo, albowiem zwycięskie przeprowadzenie tej akcji stanowi jeden z warunków realizacji Planu 6-letniego – podkreślała prasa.
    Czyli wtedy było prawie jak dzisiaj, tylko bez 6-letniego planu!